Dnia 2.12.2010 Kasia pomimo dzielnej walki z chorobą opuściła nasz świat.
Mam nadzieję, że jest teraz szczęśliwa. Naprawdę nie wiem co mam napisać … tak bardzo się tym zmartwiłem.
Dziękuję ci Kasiu. Ty bardzo dobrze wiesz za co.
Dnia 2.12.2010 Kasia pomimo dzielnej walki z chorobą opuściła nasz świat.
Mam nadzieję, że jest teraz szczęśliwa. Naprawdę nie wiem co mam napisać … tak bardzo się tym zmartwiłem.
Dziękuję ci Kasiu. Ty bardzo dobrze wiesz za co.
W dniach 03.-16.10.2010 byłam z mamusią w Mielnie na turnusie rehabilitacyjnym organizowanym przez Międzynarodowy Instytut dr Swietłany Masgutowej.
“Męczyli” nas przez 7 godzin dziennie, ale było super. Pomalutku widać pierwsze efekty. Musimy z mamusią dalej ćwiczyć w domku.
A teraz mały skrót z mojego pobytu nad morzem:
*****
Z Panią Małgosią próbuję trzymać równowagę na równoważni. I na piłce (ale ciężkooooo prosto siedzieć). Pan Kuba musiał przychodzić czasami do pokoju.
Były także zorganizowane występy w przebraniach
. A to ja jako marynarz
Miałyśmy z mamusią też troszkę czasu na spacerki. Więc korzystałyśmy z każdej okazji, żeby pójść nad morze, tym bardziej, że pogoda nam dopisała. Miałam też troszkę czasu na zabawę. Poznałam nową koleżankę Małgosię.
No i jeszcze kilka razy byłam na basenie,który był w hotelu, zwiedzałam z mamusią Mielno, kupowałam pamiątki, ale za dużo zdjęć żeby wszystko pokazać.
Chciałabym bardzo podziękować wszystkim za ten turnus.
Przede wszystkim rehabilitantom, którzy ze mną pracowali. Mam nadzieję, że nie dałam im popalić i ucieszą się jak mnie zobaczą znowu w styczniu hi hi hi. Niestety nie ma na zdjęciu wszystkich…
Moja Córcia wyjeżdża w niedzielę na turnus organizowany przez Międzynarodowy Instytut dr Swietłany Masgutowej.
Mam nadzieję, że to coś pomoże…
Już o nic Boga nie proszę, tylko o jedno, by mogła funkcjonować samodzielnie. Ona jest taka kochana …
… to normalne, że człowiek chce jak najlepiej dla swojego dziecka.
Igusia była na turnusie rehabilitacyjnym i jednocześnie u rodziny w Busku-Zdroju. Jak się cieszę, że wróciła. Wszystko w domu przygotowane na jej powrót…
Napracowała się w tamtejszym “sanatorium”, ale widzę jakieś postępy. Jak mnie to cieszy…
Tak się za nią stęskniłem. Nie mogę się nią nacieszyć. Każda chwila z Nią jest dla mnie tak cenna.
Dobrze jest połączyć rehabilitację z wizytą u rodzinki, bo moja rodzinka też mieszka w Busku-Zdroju. Dzięki temu nie musimy z mamusią siedzieć cały czas w ośrodku, możemy dojeżdżać na rehabilitację, a po ćwiczeniach wypoczywać na świeżym powietrzu.
Wszyscy się mną dobrze opiekowali, a szczególnie moja kuzynka Gabrysia.
Już prawie miesiąc czasu bez mojego kwiatuszka. Dalej jest w Busku-Zdroju.
Ponad miesiąc bez mojej marudy kochanej. Nawet człowiek sobie nie wyobraża jak można za takim cudem tęsknić. Musiałem do niej pojechać. Choćby na dzień, by ją zobaczyć i przytulić na chwilę.
Byliśmy w lesie na grzybkach. Igusia szukała grzybów, a ja… nie znam się na grzybach. Najbardziej podobały mi się te trujące.
Ogólnie nam się podobało – naszej Córci, Patrycji i mi. Tylko strasznie ciężko chodzić po lesie z Igulą na rękach…
Analytics Plugin created by Web Hosting